Browsing Tag

Luang Prabang

TRAVEL

Luang Prabang w pigułce

18 stycznia 2019

Małe miasteczko w Laosie, złożone z kilku uliczek, bardzo blisko lotniska. Potrzebujesz na jego zwiedzenie 3 dni. Co zobaczyć?


Sai Bat – Morning Alms

Najpopularniejsza turystyczna aktywność to codzienne karmienie mnichów – w teorii super, w praktyce cyrk. Wydarzenie nie na moje nerwy. Technicznie rzecz biorąc, każdego ranka, od kilkuset lat, ok.5:30 na chodniku klęczą wierni z przygotowanym przez siebie jedzeniem, które z największym szacunkiem wrzucają mnichom do pojemników na prawym biodrze – jest to jedzenie, które mnisi będą jedli przez cały dzień. W praktyce okazało się pogwałceniem jakichkolwiek reguł i szacunku wobec tradycji – przed wschodem słońca cała ulica zastawiona jest białymi busami, z których wylewa się morze azjatyckich turystów, kupują ugotowany biały ryż i ustawiają się na miejscach przygotowanych przez organizatorów tych wycieczek. Krzyczą, śmieją się, a kiedy mnisi zaczynaja ich mijać robią sobie zdjęcia z fleszem.

Jeśli będziecie brać udział w Sai Bat zróbcie to proszę z szacunkiem, dystansem, w ciszy i bez fleszy.


Nocny Market 

Dzieli się na część jedzeniową i targ ze wszystkim (ubrania, obrazy, rękodzieło). Opisywałam, co warto zjeść na Nocnym Markecie we wpisie o jedzeniu w Luang Prabang. Spróbujcie też koniecznie wypić 3litry wody kokosowej z kokosa wielkości piłki do koszykówki.

Rano, na ulicy obok otwiera się poranny market z jedzeniem, może być to opcja na śniadanie jeśli hotel wam go nie oferuje.


Wodospad Kuang Si

Czy warto? TAK! Wypożyczycie skuter i ruszajcie w drogę. Trasa jest przyjemna, mijacie pola ryżowe, farmę bawołów (koniecznie zatrzymajcie się tam na lody z bawolego mleka!) i spokojne wiejskie życie.


Bilet za wstęp na teren wodospadów to 20.000kip (ok.9zł) od osoby. Przed bramą możecie kupić piwo, kokosy, popcorn i owoce. Po wejściu od razu ukazuje się lazurowa woda – jak najbardziej można dołączyć do kilku kąpiących się śmiałków (nie mieliśmy słońca, więc się nie skusiliśmy).


Mijając kilka pięknych wodospadów dotarliśmy do głównego – zawierającego dech w piersiach (widziałam bardzo wiele wodospadów w Azji, ale ten robi wrażenie, chociaż jest na niego zakaz wejścia) – niestety zdjęcia nie oddają jego piękna.


Jeśli dalej mało wam przygód (tak jak było nam) na szczyt wodospadu prowadzi długa, kręta wspinaczka – tylko dla sprawnych fizycznie w sportowych butach – chociaż na górze widoki nie zaskakują, jest spokojnie i kojąco (a ze szczytu trzeba jeszcze zejść…). 

Wchodząc i wychodząc mija się jeszcze uratowane niedźwiedzie – miło przyglądać się ich relaksowi.


Jaskinie Pak Ou

Czy warto? Niestety nie wiem. Po około 45 minutach drogi wjechaliśmy na błotnistą szosę (jedyna, która prowadziła do jaskiń) i nasz skuter ślizgał się jak klapek po mokrej stopie. Ludzie jadący przed nami na skuterach również zwracali i ostrzegali. Jeśli pogoda nie jest idealna to wybierzcie zorganizowaną wycieczkę busem. 


Villa Boua Thong Hotel 

Bardzo przyjemne miejsce z kochaną obsługą, w cenie smaczne śniadanko. Pokój o wysokim standardzie jak na taką cenę: 89$ za 3 noce. I dobra lokalizacja – blisko do night market. Bardzo polecamy!


Mount Phusi – Chomsy Hill 

Najwyższy punkt w mieście. Za wejście płacimy 20.000kip (ok.9zł) od osoby, wspinamy się po schodach (nie jest lekko), żeby zobaczyć świątynie na szczycie, widok na miasto i przecinający je Mekong. Wewnątrz świątyni żyje kotek, który przychodzi do każdego z gości, siada na nim i zasypia. Na pewno Mount Phusi (lub jak lubię ją nazywać – Pusia Górka) to idealne miejsce na oglądanie zachodu słońca, którego my nie zobaczyliśmy.

Najczarniejszym aspektem jest sprzedaż klateczek z ptaszkami, które po zakupie można wypuścić ‚na szczęście’ na górze, ale jeśli zapomnisz kupić ptaszka na dole, możesz też kupić go już na górze. Wiele z tych ptaszków wyglądało już na takie, które nie odlecą…


Wat Xieng Thong 

Kompleks świątynny w którym spotkasz wielu mnichów, za wejście klasyczna opłata 20.000kip (ok.9zł) od osoby. Główną atrakcją jest złota świątynia z bogato zdobionym wnętrzem. Robią wrażenie precyzją wykończenia i kolorystyką. 


Po co jechać do Luang Prabang? Żeby poznać ciekawą kulturę, uśmiechniętych ludzi i nowe smaki. Spędziliśmy tam fajny czas, ale raczej nie planujemy tam wracać.

FOOD TRAVEL

Luang Prabang na słodko

13 stycznia 2019

Luang Prabang było kolonią francuską i do dziś miastem rządzi pieczywo: bagietki, croissanty i piekarnie na każdym kroku. Wypieki do tych francuskich się nie umywają, a próbowaliśmy je tu:

Le Bistro Ban Vat Sene (4/6)

Jedno z wyżej ocenianych miejsc, ale bez szału. Americano malutkie, tarta kokosowa i cytrynowa za slodka, muffin bananowy po prostu ok. Całość za 94.000kip (ok. 41zł)


Saffron Coffee (5/6)

Kawka większa i ciasto marchewkowe, dokładnie takie jakie powinno być. Chętnie bym wróciła. Ceny nie zapisałam, ale była racjonalna.


Novelty Cafe (5/6)

Przyjemne miejsce z muzyką, trochę hipsterskie. Kawa ok, croissant średni. Wypieki bardzo mnie rozczarowują. 51.000kip (ok.22zł)


Zurich Bread (5/6)

Miejsce kreowane na luksusowe. Ciastko z jabłkiem najlepsze z dotychczasowych deserów, kawa smaczna, ale atmosfera turystyczna. Jedna kawa + ciastko za 34.000kip (ok.15zł)


L’Etranger Books & Tea

Nie zatrzymaliśmy się na deser, więc oceny nie wystawię. Tak czy siak miejsce wyglada na bardzo miłe, a na górze koniecznie odwiedźcie galerię z obrazami.

FOOD TRAVEL

Co zjeść w Luang Prabang?

13 stycznia 2019

Smaki zbliżone do tajskich, ale trochę bardziej wytrawne i kwaśne. Dajcie się zaskoczyć i do ceny dodajcie napiwek.

  • Night Market – tu najlepiej próbować wszystkiego, szczególnie polecamy Noodle Soup (15.000kip – ok.7zł). Na nie jesteśmy za to do zimnych sajgonek, pierożki są ok, a roti to zdecydowanie nie to, czego się spodziewaliśmy po pysznościach z Tajlandii.

  • grillowana ryba (30.000kip – ok.14zł) – dostępna na każdym straganie z grillem (na night market i przez cały dzień), podobno świeżo złowiona w Mekongu.

  • zupa Khao Soy (15.000kip – ok.7zł) – do spróbowania koniecznie, chociaż z mięsem.

Cafe Toui (6/6)

Obsługa trochę opóźniona i przestraszona, ale jedzenie warte chwili nerwów. Za dwa genialne dania, ryż i herbatę imbirową zapłaciliśmy (110.000kip – ok.48zł)


Kim Sat Cat –  Korean Restaurant (5/6)

Jajka sadzone na ryżu z warzywami, do tego dodatkowo miska zupy za 30.000kip (ok.14zł). Ciężko mi skomentować – większość dań była mięsna, wiec mieliśmy mocno ograniczony wybór. Smaki ok, miejsce ok, ale nie ma po co wracać.


A teraz hity:

Tamarind (6/6)

Przestawienie klasycznych smaków Laosu w zestawie dla dwojga (240.000kip – ok.105zł) – na początek alkoholowy, słodki lao lao shot (w smaku jak płyn do mycia naczyń, ale rozgrzewa) do tego na przystawkę chipsy z bambusa (pyszne! kupiliśmy je później dodatkowo na targu), następnie zupa z warzyw i bambusa. Kolejne danie to talerz z lokalnymi specjałami: kiełbasa Luang Prabang (mniam!), skóra bawoła (?! suszony kawałek mięsa, słony i słodki jednocześnie), do tego suszone wodorosty w sezamie do ostrych dipów + sticky rice. Dania główne to: dynia w limonkach kaffir (papeda) i imbirze, a do tego obowiązkowa pieczona ryba w liściu bananowca i kurczak owinięty palczatką (lemongrass).

Na deser fioletowy sticky rice z mlekiem kokosowym i sosem z tamaryndowca, do tego owoce i ptysiopodobne ciasteczko.

Bardzo się najedliśmy, smaki były ciekawe i nowe, polecam zrobić rezerwację, restauracja jest wieczorami pełna i nie ma możliwości wejścia z ulicy. 


MANDA de LAOS (6+/6)

Jeśli możecie pozwolić sobie na większy wydatek koniecznie zarezerwujcie miejsce w restauracji Manda de Laos. Samo miejsce jest przepiękne, stoliki nad stawem, klimatyczne oświetlenie i obsługa na najwyższym poziomie. Smaki są pełne, zaskakujące i niesamowite, każdy kęs jest rozkoszą. Na przystawkę zamówiliśmy czerwone wino i springrollsy. Główne danie może być również zestawem smaków Laosu, ale my wybraliśmy tym razem pojedyncze dania: czerwone curry i rybę w liściu bambusa – oba znakomite. Najedliśmy się bardzo, ale nie mogliśmy odmówić deseru – kokosowy krem brulee i zielona herbata. Bardzo przyjemne doświadczenie, wisienka na torcie pobytu w Luang Prabang ( całość 505.000kip – ok.220zł).